Wydarzenia

Radwańska, Federer i Nadal poza burtą! Runforest.pl składa raport z tenisowego Australian Open

Napisane przez Samuel Szczygielski

Wielkoszlemowy Australian Open wkroczył w fazę, w której na kortach widzimy już samych wirtuozów tenisa. Turniej wyszedł na ostatnią prostą, choć jeszcze czeka nas na niej zapewne kilka wzniesień i dołków.

Z turnieju nadzwyczaj szybko odpadło kilku zawodników, którzy przez bukmacherów i ekspertów byli uznawani za faworytów do wygrania imprezy. Z Australii, wcześniej niż sobie planowali, wylecieli: żywa legenda Roger Federer, zawsze mocny Rafael Nadal, czeska wojowniczka Petra Kvitova czy nasza Agnieszka Radwańska.

Szczególnie zaskoczyły porażki w.w. panów, bo Federer został zneutralizowany już w 3 rundzie przez Włocha Andreasa Seppiego, który pokonał go pierwszy raz w życiu, czym zresztą sam był zaskoczony, jak przyznał później w wywiadzie.
Rafael Nadal natomiast, szedł jak burza, aż trafił na będącego w życiowej formie Czecha – Tomasa Berdycha. Tomek zmiótł Nadala z kortu! 6:2, 6:0(!!!), 7:6. Jeśli Nadal przegrywa „rowerkiem”(0:6), to wiedzcie, że coś się dzieje! Tak grający Berdych może zostać mistrzem Australian Open!

Choć Czech rywali ma oczywiście trudnych, bo w turnieju nadal(nomen-omen) są groźni rywale: Djoko, Wawrinka czy Andy Murray, który dzisiejszego przedpołudnia ujarzmił australijskiego kangurka – Nicka Kyrgiosa.

Teraz słów kilka o naszej rakiecie – Agnieszce Radwańskiej. „Isia”, pod okiem nowej trenerki – Navralitovej, chciała pokazać całemu światu i samej sobie, że potrafi wygrać Wielkiego Szlema. Ale myśli te zastopowała jej(przynajmniej do maja/czerwca – French Open) „zakurzona” trochę Venus Williams. Pokazała Adze, że samymi drop-shotami takich celów nie osiągnie.

Jak zakończy się AO? Czy(a raczej ile) niespodzianek jeszcze nas czeka w Melbourne? Siadamy wygodnie w fotelach i kierujemy wzrok na Eurosport. Tam znajdziemy odpowiedzi.

O autorze

Samuel Szczygielski

Samuel Szczygielski - W futbolu kocha najbardziej emocje i nieprzewidywalność. Prywatnie kibicuje warszawskiej Legii, Realowi Madryt i Arsenalowi Londyn, ale stara się być obiektywny. Pisze to co widzi, a nie to, co chce widzieć.