Sport

Liga Mistrzów nie dla Legii…czyli jak UEFA wykiwała legionistów.

Napisane przez Samuel Szczygielski

14steaua2_f14

 

Dwa dni temu było trzęsienie ziemi. Trzęsienie ziemi w Warszawie! Było one spowodowane informacją o możliwym wykluczeniu Legii z udziału w ostatniej rundzie eliminacji elitarnych rozgrywek Ligi Mistrzów z powodu niedopatrzenia w dokumentach. Cały czwartkowy wieczór, a przede wszystkim piątkowy poranek kibice martwili się o los swojego klubu i czekali na werdykt w tej sprawie. Twitter i Facebook wrzały! Plotek było mnóstwo, rzekomych przecieków także… Aż w końcu wszystko zostało wyjaśnione. Spełnił się najczarniejszy scenariusz! Ogłoszono, że Legia nie zagra w upragnionej Lidze Mistrzów!

Poranne czekanie na decyzję UEFA w sprawie Legii było bardzo nerwowe. Z Twittera co chwila dobiegały nowe informacje. Cały czas przekładano godzinę podania decyzji. Mętlik w głowie miała większość kibiców Legii. Aż w końcu nastąpił szczyt. Szczyt nerwów. Gdy Adam Dawidziuk z Przeglądu Sportowego napisał tweet ,,walkower”, wiadome było, jak potoczyły się obrady federacji. Łzy kręciły się w oczach…

Pieniądze, które warszawski klub zarobiłby za sam udział w Champions League były ogromne. Gdyby ,,Wojskowi” wyeliminowali rywali w kolejnej rundzie, zarobiliby aż 50 milionów złotych! MINIMUM 50 milionów złotych! W przypadku awansu do Ligi Europejskiej(bo Legia została ,,przesunięta” do eliminacji tych mniej ważnych rozgrywek) można zarobić 20 milionów. W porównaniu do kwoty, która zasiliłaby konto Mistrza Polski w przypadku awansu do Ligi Mistrzów, to TYLKO 20 milionów.

Rozczarowanie w stolicy jest tym większe, bo Legia wreszcie zaczęła grać ładnie i skutecznie. Wreszcie wysoko ogrywała rywali i pokazywała, że stać ją na grę w Champions League. W dwóch pierwszych rundach wyniki po 6:1 w dwumeczach robiły ogromne wrażenie. Tym bardziej, że legioniści ograli 6:1 uznaną w Europie markę-Celtic Glasgow.

Takim postępowaniem UEFA pokazała, że jest bardzo rygorystyczna i nie można z nią zadzierać. Legia niestety zadarła. Rok temu na meczu ze Steauą Bukareszt kibice Legii przygotowali oprawę ,,UEFA-Ultra Extreme Fanatical Atmosphere” na złość tej europejskiej federacji, która kilka tygodni wcześniej ukarała Legię zamknięciem ,,Żylety” za rzekome oznaki rasizmu. Od tamtej pory, Legia i jej kibice są na czarnej liście UEFA. Wszyscy czekali tylko na argument, który pozwoli na wysokie ukaranie Legii. I niestety ten argument-chociaż bardzo błachy-dostali, po czym bezlitośnie go wykorzystali.

Cztery lata temu w bliźniaczej sytuacji znalazł się węgierski Debreczyn. Węgrzy dostali jedynie karę finansową. Jednak w przypadku Legii, z powodu uprzedzenia UEFA do warszawskiego klubu, tak drobna kara nie była możliwa.

Mimo wielkiego żalu, patrząc na tą sprawę z punktu widzenia UEFA, wcale nie dziwię się tej decyzji. W przypadku zakwalifikowania się Legii do Ligi Mistrzów(a awans był bardzo blisko), mecze Legii z potęgami pokroju Realu czy Manchesteru oglądałoby kilkadziesiąt milionów ludzi. UEFA bała się, że kibice Mistrza Polski ośmieszą ich(np.wielką oprawą, tak jak rok temu) przed oczami tylu widzów. A dobrze wiemy, że kibiców z Warszawy na to stać.

Wiele osób zadaje sobie pytanie: ,,kto zawinił w tej sytuacji?”. Niektórzy zwalają winę na trenera Berga i Bartosza Bereszyńskiego. Argumentem tych osób jest to, że trener i piłkarz powinni dokładnie znać regulamin rozgrywek. Takim osobom chcę przypomnieć, że trener jest od taktycznego i mentalnego przygotowania zawodników, a piłkarz jest przede wszystkim od grania! Winnym całej sytuacji jest dział sportowy, a najbardziej kierownik drużyny-Marta Ostrowska, która próbowała bronić się i zrzucić winę na współpracowników. Ale od czego w każdej firmie jest kierownik? Od tego, aby wszystkie dokumenty, które są do niego dostarczane sprawdzać. A Pani Ostrowska ich nie sprawdziła i w ten sposób wyrzuciła Legię z Champion League.

Myśl o tym, że na Ligę Mistrzów poczekamy jeszcze co najmniej rok jest okropna. Teraz cel Legii powinien być jeden: wejście do finału Ligi Europejskiej, którzy zostanie rozegrany na Stadionie Narodowym w Warszawie.

O autorze

Samuel Szczygielski

Samuel Szczygielski - W futbolu kocha najbardziej emocje i nieprzewidywalność. Prywatnie kibicuje warszawskiej Legii, Realowi Madryt i Arsenalowi Londyn, ale stara się być obiektywny. Pisze to co widzi, a nie to, co chce widzieć.